Kosmetyki The Ordinary i ich skuteczność. Czy wiesz gdzie kupisz je stacjonarnie?

22 lipca 2019

Moja przygoda z pielęgnacją trwa w najlepsze. Smaruję, testuję i czekam na efekty. Stosuje sporo preparatów, a wśród nich są również kosmetyki z The Ordinary. Sama nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej marce. Z jednej strony same pozytywne opinie, z drugiej podejrzanie niskie ceny, wysokie stężenia i niepewność, czy testując je na własnej skórze, nie zrobię sobie krzywdy. Przygodę zatem zaczęłam niewinnie od serum z Kofeiną i Zieloną Herbatą oraz kremu z witaminą C. 
Serum wybrałam nieprzypadkowo. Moje cienie i opuchnięcia pod oczami to temat, który przewija się tutaj bardzo często. Mam jednak wrażenie, że będzie rzadziej, bo to serum faktycznie działa. Likwiduje opuchnięcia lepiej niż nie jeden krem czy serum, które stosowałam wcześniej. Cienie oczywiście nie znikły, ale ogólnie skóra wokół oczu jest lekko rozjaśniona i napięta. Preparat stosowałam przez długi czas, zrobiłam przerwę na wypróbowanie czegoś innego, ale wróciłam, bo do tej pory to najlepszy kosmetyk, jakiego używałam pod oczy. 

Serum pod oczy Caffeine Solution 5% + EGCG
Krem z witaminą C kupiłam przy okazji, akurat potrzebowałam czegoś nowego do twarzy. Nie zdziwiłam się wcale, gdy okazało się, że wspaniale nawilża i pięknie rozjaśnia cerę. O to mi chodziło i udało się to osiągnąć w tak prosty sposób.
Podchodziłam bardzo sceptycznie do marki The Ordinary, mimo że Influencerzy na całym świecie się nią zachwycają. Tak zupełnie szczerze, jest czym i żałuję, że tak późno się o tym przekonałam. Na  to, na co warto zwrócić uwagę to receptury. Proste, o wysokich i skutecznych stężeniach składników aktywnych, przy zachowaniu bezpieczeństwa dla skóry. Bez parabenów, alkoholu, oleju mineralnego, do kupienia w przystępnej cenie. Dokładnie to, co wcześniej wzbudzało moje obawy i podejrzenia, przerodziło się w zachwyt i to podany w estetyczny, minimalistyczny sposób.


Co mnie bardzo cieszy kosmetyki The Ordinary są już ogólnodostępne. Jeszcze jakiś czas temu ciężko było je dostać, a teraz możemy je znaleźć w Douglasie. Zamierzam niebawem poszerzyć moją kolekcję o AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution oraz Salicylic Acid 2% Solution, aby oczyścić pory. 
Dajcie znać czy używałyście już produktów The Ordinary i czy wiedziałyście, że są dostępne na półkach sklepowych.

Pielęgnacja skóry z Teoxane

20 maja 2019

Jakiś czas temu, przerzuciłam się z codziennego makijażu na lepszą pielęgnację. Co mam na myśli, mówiąc lepszą? Raz na miesiąc staram się chodzić do kosmetyczki na zabieg oczyszczający i kwasy, do tego fajna maska. To taka chwila dla mnie w tej zabieganej codzienności i coś dobrego dla mojej skóry. Twarz zaczęłam oczyszczać szczoteczką soniczną, ale i kosmetyki do pielęgnacji nie są mi obojętne. Przetestowałam już masę różnych preparatów. Dziś chciałabym jednak napisać o pielęgnacji z Teoxane. Wypróbowałam trzy produkty: krem, serum i krem pod oczy, z którym wiązałam największe nadzieje, ponieważ z cieniami i obrzękami zmagam się od dawna.


Nie jest to nic przyjemnego, czasami wyglądam, jakby ktoś podbił mi oczy. Nie wiem, kiedy to się stało, bo przecież nie od zawsze miałam ten problem, ale wiem jedno - muszę szukać sposobu, żeby pozbyć się tych zasinień. Wierzyłam w to, że Teoxane poradzi sobie z moim problemem. Niestety, mimo regularności nie nastąpiła poprawa. Za sukces jednak uważam fakt, że skóra wokół oczu stała się lepiej nawilżona. A jak wiadomo - lepiej nawilżona skóra to gwarancja spowolnienia pojawienia się zmarszczek. Krem pod oczy R(II) Eyes Teoxane to również fajny gadżet. Posiada metalowy aplikator, który chłodzi, masuje i dobrze rozprowadza kosmetyk.





Jak mogłabym podsumować R(II) Eyes?

  • Posiada eleganckie opakowanie, z wygodnym dozownikiem.
  • Metalowy aplikator dobrze rozprowadza krem po skórze, przyjemnie chłodzi i masuje.
  • Dobrze nawilża.
  • Nie uczula.
  • Nie posiada wyraźnego zapachu.
  • Szybko się wchłania.
  • Wydajny.
  • Źle rozprowadzony, ciemnieje na skórze.
  • Pozostawienie na aplikatorze kremu powoduje zasychanie i zatykanie otworu, z którego wydostaje się krem. Przy kolejnej aplikacji skutkuje to w pierwszej kolejności uwalnianiem zaschniętej warstwy kremu.
  • W moim przypadku nie niweluje cieni i obrzęków.



Kurację z RHA Serum oraz Advanced Filler dla skóry suchej rozpoczęłam w tym samym czasie co R(II) Eyes. Po dość długim okresie użytkowania, w końcu mogę wystawić im ocenę. Nie będzie to 5 z +, ale mocne 4.




Dlaczego?

  • Serum jest gęste, żelowe, dzięki czemu dobrze rozprowadza się po skórze, wchłania i nawilża.
  • Krem jest bogaty, mocno nawilżający.
  • Produkty świetnie się uzupełniają. Skóra po użyciu tego duetu jest sprężysta i jędrna, czyli dokładnie taka jak obiecuje producent.
  • Minusem jest zatykanie aplikatora resztkami zaschniętego kremu.
  • Przy za grubej warstwie, krem może się rolować.
  • Wysoka cena.



Mam wrażliwą, suchą skórę, skłonną do podrażnień, a ten zestaw okazał się bezpieczny dla tak wymagającej cery. Jako że jest bardzo wydajny, posłuży mi jeszcze długi czas, co mnie bardzo cieszy, bo się polubiliśmy. Może i Wy znajdziecie idealną pielęgnację dla siebie na stronie Teoxane? Sprawdźcie TUTAJ!

Jak określić porowatość włosów? Odżywki do włosów o średniej porowatości.

16 kwietnia 2019

Jaki macie rodzaj włosów? Niskoporowate? A może wysoko? Jest na to prosty test, który możemy wykonać w domu i przekonać się jaką strukturę włosa mamy. Dzięki temu prostemu sposobowi jesteśmy w stanie wybrać odpowiednią pielęgnację. Kosmetyki, które prezentuje, są dobrane pod moje potrzeby.

Test na porowatość włosów


Wystarczy szklanka wypełniona zimną wodą i włos. Do szklanki wrzucamy włos i obserwujemy, co będzie się z nim działo.
Włos o niskoporowatej strukturze powinien unosić się na powierzchni. Włos średnioporowaty będzie powoli tonąć, a wysokoporowaty szybko opadnie na dno. Nie jestem gołosłowna, test przeprowadziłam również na sobie oraz przyjaciółce o zupełnie innych włosach niż moje. Wyniki nie były zaskakujące, potwierdziły tylko to, co wydawało nam się od dawna, moje włosy są średnioporowate w stronę wysokoporowatych, a jej nisko.


Kosmetyki do pielęgnacji włosów o średniej porowatości


Tak jak wspominałam powyżej, moje włosy są średnioporowate w stronę wysoko. Zwykle nie miałam tendencji do kupowania kosmetyków specjalnie dobranych do struktury włosa. Testowałam i byłam bardziej lub mniej zadowolona. Dokładnie w ten sam sposób trafiłam na odżywki Anwen.

W pracy dopytujemy siebie nawzajem czy nie chcemy się przyłączyć do zamówienia w danym sklepie. Tak było z muminkowymi kubkami czy zakupami włosowymi. W oko wpadł mi ten cudny zestaw odżywek. Zachwycił mnie opakowaniem i esencją zielonej herbaty. Uwielbiam ten zapach i właściwie dlatego pokusiłam się o odżywkę do włosów średnioporowatych. Wtedy jeszcze byłam przed fazą testu i nie wiedziałam, czy tak naprawdę wybieram odpowiedni rodzaj. Dzisiaj po wielu użyciach stwierdzam, że zdecydowanie tak, szczególnie, wtedy kiedy moje włosy po zastosowaniu odżywek z tej serii wyglądają, jak po wyjściu od fryzjera.

To raczej ciężkie zadanie by przy włosach rozjaśnianych, dodatkowo traktowanych prostownicą, w domowym zaciszu ogarnąć fryzurę tak by wyglądała, jak po wielogodzinnej pielęgnacji. Okazuje się, że jest to możliwe. Nie zawsze uzyskuję taki efekt, ale nawet, wtedy jak włosy nie wyglądają fantastycznie, to są dobrze odżywione, a w zasadzie o to chodzi.




Jeszcze słów kilka o właściwościach produktów. Na ten moment wypróbowałam zieloną herbatę, nawilżający bez oraz emolientowy irys.

Zielona herbata, w składzie posiada proteiny roślinne. Po zastosowaniu włosy mają być gładkie, lejące i błyszczące. Potwierdzam, uwielbiam moje włosy po użyciu tej odżywki.

Nawilżający bez ma za zadanie wiązać i utrzymywać wodę wewnątrz włosa, co w efekcie daje nam gładkie, błyszczące i sprężyste pukle.

Emolientowy irys ma pomóc nam z elektryzującymi i puszącymi włosami.

Zestaw składa się z 3 tubek po 100 ml każda. Dla mnie to idealna pojemność. Jest szansa na wypróbowanie nowości, a gdy się nie sprawdzi łatwo ją zużyć. Konsystencja to temat również warty poruszenia. Jest zwarta, gładka i gęsta. Nic nie przelewa się przez palce, więc bardzo przyjemnie się nakłada.

Zestawów jest kilka, więc jeśli zainteresowały Was kosmetyki Anwen pewnie znajdziecie coś dla swoich potrzeb. A może już miałyście do czynienia z tymi kosmetykami?

Gąbka do makijażu - czy jest lepsza niż pędzel?

04 marca 2019

Moja przygoda z makijażem ciągnie się od...w zasadzie od dzieciństwa, kiedy to Modna Komoda testowała na mnie kosmetyki swojej mamy. To była jedna z naszych ulubionych zabaw, no i byłyśmy wtedy takie dorosłe, gdy na ustach gościła jakaś intensywna pomadka czy błyszczyk. Pierwsze samodzielne próby podjęłam prawdopodobnie w gimnazjum. Wtedy nakładanie podkładu palcami wydawało mi się dziecinnie proste i...konieczne! Na szczęście z czasem trochę zmądrzałam, podkład jeszcze długo nakładałam palcami, aż zwyczajnie w świecie zapomniałam, jak się to robi i przerzuciłam się na akcesoria. Najpierw był pędzel i uważałam, że świetnie mi idzie, a makijaż nie może wyglądać lepiej. Później przetestowałam gąbkę i to był ten przełomowy moment, kiedy makijaż wskoczył u mnie na wyższy level. Nie jestem w tym najlepsza, ale podstawy znam. Podkład na twarzy wyglądał naprawdę dobrze.
Przy tej metodzie pozostałam i na razie sprawdza się u mnie najlepiej. Wymieniam jedynie gąbki i testuje nowe.
Obecnie używam blendera Gosh i to właśnie jemu chciałabym poświęcić dzisiejszy wpis.
Gąbki używam na mokro, dzięki czemu pochłania mniej podkładu, a makijaż wygląda na bardziej świeży. Dużym plusem jest również fakt, że po kontakcie z wodą blender rośnie, stając się bardziej poręczny. Po wyschnięciu wraca do swoich pierwotnych rozmiarów. Czarny kolor łatwo zachować w czystości. Zdecydowanie ten model lepiej domywa się niż pastelowe egzemplarze, których do tej pory używałam.

Najważniejsze pytanie - czy dobrze rozprowadza podkład?


Nie zaprzeczę, gąbeczka jest naprawdę precyzyjna. Spiczastą częścią, można dotrzeć do wszelkich załamań, rozprowadzić korektor w okolicy oczu, a i zakamarki w okolicy nosa nie są mu straszne. Dla mnie jest minimalnie za twarda. Na szczęście nie wywołuje to podrażnień i tego typu rzeczy.
gąbeczka dostępna na - www.wizazsklep.pl

Egzamin zdaje na 4+ / 5 więc jest godna uwagi.

Ozdabiamy prezenty świąteczne. Gwiazda Betlejemska czyli zrób to sam - DIY

23 grudnia 2018

To już ostatni moment na zapakowanie prezentów. Jeśli jeszcze nie macie pomysłu jak to zrobić, przychodzę z kolejną propozycją - gwiazdy origami. Być może myślicie, że jest to czasochłonne i trudne, ale nic bardziej mylnego. Gwiazdkę robi się szybko i sprawnie, wystarczy kilka zagięć papieru, połączenie wszystkich elementów w jedno i gotowe.
Figurę zrobiłam według mojej ulubionej książki "Jak wykonywać użytkowe i dekoracyjne modele z papieru" Jona Tremaine. 

Instrukcja


1. Do wykonania gwiazdy betlejemskiej potrzeba 8 jednakowych, kwadratowych kartek papieru. Rozpoczynać od złożenia na pół po przekątnej.
2. Wierzchnią warstwę zgiąć z powrotem do linii przekątnej.
3. Całość odwrócić
4. Złożyć na pół do góry.
5. Rozłożyć na płasko po liniach wyznaczających złożenia do środka i na zewnątrz.
6. Tak wygląda gotowy element. Tak samo wykonać pozostałe moduły.
7. Ostry róg jednego modułu schować w ukrytej kieszonce drugiego.
8. W ten sam sposób dołączyć następny.
9. Wszystkie elementy zostały połączone. Ostatni, ósmy element, trzeba wsunąć pod pierwszy, a róg pierwszego elementu włożyć do ukrytej kieszonki ósmego.

Mój papier był dość sztywny i rozwijał się po złożeniu, dlatego całość dodatkowo skleiłam klejem. Polecam ten sposób!


Taka gwiazda to idealne dopełnienie świątecznego podarunku. Jeśli jednak nie macie cierpliwości do składania papieru, zobaczcie mój pomysł na świąteczne kokardy, albo stemple z ziemniaka.

Przyjemnego pakowania prezentów i Wesołych Świąt!

Prezenty dla spóźnialskich - czyli co kupić w prezencie świątecznym na kilka dni przed wigilią

19 grudnia 2018

Ostatnie prezenty właśnie do mnie dotarły i oficjalnie mogę zakończyć etap poszukiwań i rozpocząć fazę pakowania. Zanim jednak wszystko owinę w papier i zawiążę kokardy chciałam Wam pokazać, na co sama się zdecydowałam. Prawdą jest, że wiele rzeczy zamówiłam przez internet, ale myślę, że większość podobnych, jak nie takich samych produktów znajdziecie stacjonarnie. Wśród moich upominków, znajdzie się coś prawdopodobnie dla każdego pokolenia. Musiałam jednak odpuścić pokazania kilku z nich ze względu, że obdarowywani są ciekawscy i zaglądają w posty, które piszę :D.


Dla smakoszy herbaty


Zaopatrzyłam się w szklane słoje z drewnianymi przykrywkami (Ikea), kupiłam dobrą jakościowo herbatę i to w zasadzie wszystko. Przesypałam, zamknęłam i opatrzyłam liścikiem ze składem. Wygląda pięknie i jestem pewna, że równie dobrze smakuje.


Dla kawosza


Zestaw dla kawosza obejmuje: ziarna kawy, ręczny młynek i kawiarkę. Tak naprawdę zdecydowałam się na zestaw mini rozmiarów, ponieważ jest to raczej pakiet weekendowy. Zamiast ręcznego, możecie wybrać młynek elektryczny, zdecydowanie szybszy i wygodniejszy. Wszystko w zależności od preferencji.

Dla podróżnika


Poszukując prezentu dla osoby aktywnej, miałam nie lada zagwozdkę. Po przemyśleniu i przeanalizowaniu doszłam do wniosku, że kubek termiczny będzie świetnym pomysłem. Wybrałam Bodum, Travel Mug, o podwójnych ściankach, ze stali nierdzewnej. Porządny model, co można odczuć już po jego wadze. Podobne kubki tej marki niedawno dostępne były w TKMaxx, ale myślę, że znajdziecie, jeśli nie taką to inną super wersję.

Dla miłośnika skorup...i Muminków!


To mój absolutny hit! I oczywiście, że jeden z kubków powędrował już w odpowiednie ręce, czyli moje własne :D. Nie mogłam się powstrzymać, by nie sprawić sobie jakiejś Buki. W pracy mam już jedno muminkowe cudo, dlatego wiem, że świetnie się sprawują. Oczywiście nie jest to propozycja dla każdego, a już na pewno dla osób nielubiących emaliowanych naczyń. Ja mam straszny sentyment, bo od dziecka miałam z nimi styczność.

Dla miłośników naturalnych składów


Cztery Szpaki rozgościły się u mnie na dobre. Ja już wiem jak fantastyczne to produkty, dlatego niosę tę wieść dalej. Serum do twarzy z kwiatem koniczyny to taka perełka, być może niebawem stworzę osobną recenzję z konkretami, a tymczasem bardzo polecam.

Dla wielbiciela zapachów


Zapachy to klasyka gatunku. To zawsze dobry pomysł na podarunek o ile wiemy jakie nuty zapachowe lubi obdarowywany. 

Dla brodacza


Grzebyk, olejek, nożyczki - zestaw, który przyda się każdemu brodaczowi. 

Dla najmniejszych


Mr B to najlepszy przyjaciel w okresie ząbkowania, spania, zabawy. Nie poznałam jeszcze dziecka, które by go nie pokochało. Ciotka Kejt zawsze wręcza na prezent najmłodszym, którzy zatwierdzają wybór słodkim uśmiechem.

Dla małego domatora


Lubię rzeczy ładne, ale i praktyczne, stąd skórzane paputki dla mojego małego tuptusia. Ten konkretny model to Bobux Navy/Tassle Trim moccasin loafer. Jest niezwykle uroczy, ale najważniejsze, że nie krępują i nie opinają stopy.

Dla fana czytania


Ulubione postaci z bajek zebrane w jednym miejscu? To musi zapowiadać fantastyczną lekturę na zimowe wieczory! :)


Mam nadzieję, że mój prezentownik dla spóźnialskich okaże się przydatny. Dajcie znać czy już jesteście po czy w trakcie kupowania podarunków i podzielcie się swoimi wyborami! :)

Ozdobna kokarda na prezent czyli zrób to sam - DIY

09 grudnia 2018

Pakowanie prezentów świątecznych to mój konik. Spędzam godziny nad wszystkimi opakowaniami i wymyślaniem pomysłów, które chciałabym zrealizować. Co roku staram się zrobić coś innego i stawiam na jakiś motyw przewodni. Ostatnio były to choinki, w tym chcę pójść w gwiazdy, ale póki co zobaczcie co jeszcze można przygotować samodzielnie, aby ozdobić podarunki dla naszych bliskich.


Przygotujcie:

• papier ozdobny
• klej
• nożyczki
• wstążkę lub sznurek konopny


Instrukcja wykonania:

Przygotujcie 3 prostokąty z papieru. Przetestowałam różny, zarówno prezentowy jak i grubszy karton, każdy sprawdza się bardzo dobrze. Prostokąt zginamy na pół, ale nie robimy krawędzi zgięcia. Wycinamy wstążkę. Dzięki temu, że papier jest, zgięty obie strony będą identyczne.
Dwa pozostałe prostokąty nakładamy na siebie i tak jak poprzednio zginamy na pół, obcinając po skosie dwa boki (na kształt trójkąta). Po rozłożeniu powinniście uzyskać jajowaty, ścięty kształt.


Jajowate kształty zginamy na pół i łączymy ze sobą. Wystarczy włożyć końce jednego kawałka papieru w drugi, a następnie skleić. Dla pewności, że wszystko dobrze chwyci, spięłam sklejoną część spinaczem.


Kokarda prawie gotowa. Pozostało przymocować górną część do wstążki. Tutaj również nieoceniony jest klej. Wystarczy kropla i chwila cierpliwości aż całość wychynie i możemy cieszyć oko naszym dziełem.


Na koniec przepasamy środek kokardy. Ja użyłam wstążki, ale równie fajnie wygląda papier w innym kolorze lub wzorze, a nawet zwykły jutowy sznurek.
Wykonanie ozdoby zabiera maksymalnie 15 minut, a efekt jest naprawdę super!

Naturalny dezodorant bez aluminium, czy warto?

26 listopada 2018

naturalny dezodorant bez aluminium

Naturalny dezodorant bez aluminium - zastanawialiście się kiedyś czy to faktycznie działa?
Tyle się mówi o negatywnych skutkach stosowania klasycznych antyperspirantów. Że jak już nie mają soli aluminium, to zapychane są innymi, równie niebezpiecznymi substancjami.

O co właściwie chodzi z tym aluminium?

U osób o wrażliwej skórze może powodować podrażnienia, a nawet alergie. Zatykają kanaliki potowe, powodując, że nie uwalniamy toksyn oraz zbędnych substancji. Dodatkowo przedostaje się do wnętrza tkanek, co może być niebezpieczne dla zdrowia. Warto zgłębić temat szerzej dla własnej świadomości.

Czy warto spróbować?

Nie byłam jakoś pozytywnie nastawiona do takich naturalnych rozwiązań. Jak coś tak prostego w składzie może być skuteczne? Nie chciałam uwierzyć, że prościej znaczy lepiej. Tymczasem naturalnego dezodorantu w kremie używam już od 2 miesięcy i jestem gdzieś w połowie opakowania. Moje odczucia są dokładnie przeciwieństwem obaw, które miałam tuż przed rozpoczęciem użytkowania. Prawdę mówiąc, nigdy wcześniej nie miałam tak skutecznego dezodorantu, a zobaczcie ten skład:
soda oczyszczona, masło shea, skrobia ziemniaczana, olej kokosowy, olej z wiesiołka, mąka amarantowa, ziemia okrzemkowa, gliceryna roślinna, glinka biała, olejek eteryczny z grejpfruta, olejek eteryczny z szałwii hiszpańskiej, olejek eteryczny z cytryny zielonej, witamina E.



Olejki eteryczne powodują, że zapach jest naprawdę przyjemny i orzeźwiający, i już on sam skłania do wypróbowania.

Jaki kosmetyk wybrać?

Skusiłam się na produkt od 4szpaków, ale na rynku mamy na prawdę wiele marek specjalizujących się w podobnych kosmetykach. Warto przetestować, chociażby z czystej ciekawości. W moim przypadku jednak nie skończyło się na ciekawości, ja po prostu stałam się stałym użytkownikiem. Obawy odeszły w zapomnienie, a ja stwierdziłam, że warto podzielić się swoim zachwytem dalej.



I wiecie, że to nie tylko produkt dla kobiet? Tak, tak panowie również mogą z niego korzystać. Ja w zasadzie o istnieniu takich dezodorantów dowiedziałam się od swojej drugiej połówki, więc jestem podwójnie zadowolona - znalazłam swój kosmetyczny hit i cieszę się ze świadomości zużywanych produktów, jaka zaszczepiła się u mnie w domu.

dezodorant bez soli aluminium




Co się ze mną dzieje gdy znikam z sieci?

18 listopada 2018

Październik totalnie mnie pochłonął, mnóstwo nowych zajęć, ogromny krok w stronę samorozwoju i w ten oto sposób brakło mi czasu na inne sprawy, w tym bloga. Wiedziałam, że praca nie poczeka, więc tym zajęłam się w pierwszej kolejności. I, mimo że blog spadł na dalszy plan to na pewno nie na tak odległy bym, nie zamierzała wrócić i pisać o mojej codzienności.

Cieszę się, że stworzyłam sobie takie miejsce, które, nawet jeśli odpuszczę na chwilę, stoi z „rozpostartymi ramionami” i czeka, by przyjąć megabajty nowych zdjęć i całe stado liter. Czuję, że to właśnie ten moment, kiedy jestem w stanie podjąć wyzwanie i wrócić na właściwy tor. Mniej więcej uporządkowałam życie osobiste i teraz liczę tylko na to, że czas będzie łaskawy, by na hobby również znalazło się miejsce.

Święta zbliżają się w tempie ekspresowym, zatem pomału zamierzam wprowadzać ten klimat w nowych postach. Co roku pakujemy razem prezenty, ale tym razem pokażę Wam również jak zrobić różne elementy dekoracyjne. Proste w przygotowaniu, ale mega efektowne. Ogólnie chciałabym dać upust swojej kreatywności i tworzyć więcej postów z kategorii „do it yourself”, mam nadzieję, że grudzień mi na to pozwoli. Bądźcie ze mną, bo już niedługo będzie magicznie :)!




Jesienna stylizacja z mom jeans i sztybletami

04 października 2018

Obiecałam Wam niedawno, że pokażę jesienne wydanie moich mom jeans, które dorwałam na wyprzedaży. Jestem więc ja, moje dżinsy, wełniany płaszcz i sztyblety, w których biegam już prawie każdego dnia. W takim stroju rozpoczęłam październik i nie zapowiada się, abym mogła zrezygnować z którejś warstwy. Bardziej prawdopodobne, że warstw będzie już tylko przybywać. Obstawiam, że miesiąc zakończę jako cebula. Nie przejmuje się tym jednak boo...październik to również miesiąc wyzwania z Modną Komodą na Instagramie. Razem oswajamy październik! Krążymy wokół tematu jesieni, uprzyjemniamy sobie te chłodne chwile i zapisujemy je na zdjęciach. Za nami już: pierwszy dzień października, jesienna aura, znienawidzone przeze mnie selfie, czas na spacer. Czekam na jutro, bo tematem są liście i czuję, że popłynę w złotym morzu! Śledźcie hasztagi #oswajamypaździernik i #wyzwaniemodnakomoda, bo galeria rośnie w siłę. 

dżinsy / jeans - pull&bear     sztyblety / boots - balando.pl




Jesień czas start!

27 września 2018
sweter z wełny

Pierwszy jesienny zestaw właśnie ujrzał światło dzienne, co w rzeczywistości nastało jakieś dwa tygodnie temu. I nie mam na myśli zdjęć, bo je zrobiliśmy zaledwie kilka godzin temu, ale to jesienne ubieranie, które trochę mnie zaskoczyło. Wygląda na to, że kolejne miesiące spędzę otulona szalem, w wełnianych swetrach, sztybletach albo wystrojona w jeszcze większą ilość warstw. Tak jak wspominałam wyżej, jestem zaskoczona, jakbym po raz pierwszy poczuła zimny powiew wiatru czy mróz szczypiący w policzki :D. Przyzwyczajenie do 30 stopni w cieniu jednak daje o sobie znać! W końcu słońce nie opuszczało nas niemal od pół roku. 
Oczywiście muszę sobie trochę pomarudzić, inaczej nie byłabym sobą. Jednak to nie jest do końca tak, że jesieni czy zimy nie trawię. Każdą porę roku lubię na swój sposób. Przez to, że całkiem sporo fotografuję, spędzam sporą ilość czasu na świeżym powietrzu i łapię chwile, jest mi łatwiej. Zapełniam sobie czas takimi drobnymi przyjemnościami  i to chyba mój przepis na przetrwanie tak odmiennych sezonów. 
Pomagają też małe zakupy - tego nie przeskoczę :D. Nowe buty na ten przykład, zawsze poprawiają nastrój. Moje mają też dodatkowe zadanie, przygotować moją garderobę na zmiany. W planach mam jeszcze kilka swetrów, więc dobry początek już za mną.

sztyblety / boots - laza     torebka / bag - obag (kolor skała)

stylizacja z szarym swetrem

zamszowe sztyblety laza

jesienna stylizacja ze swetrem

Mom jeans i kwiecisty top

23 września 2018

Za oknem już jesień i to w całkiem zaawansowanym stadium, o czym przekonałam się dzisiaj na własnej skórze. Gdybym z góry nie założyła, że jest naprawdę chłodno i nie wyciągnęła z szafy wełnianego płaszcza, moje dzisiejsze wyjście mogłoby się skończyć różnie.
Na szczęście zachowałam sobie na czarną godzinę trochę zdjęć, które przywołują ciepłe wspomnienia. Czarna godzina nastała właśnie teraz dlatego z czystą przyjemnością dzielę się jeszcze sporą dawką słońca i przy okazji prezentuje łup z wyprzedaży, który sprawdzi się w zestawach na cztery pory roku. Lato możecie zobaczyć teraz, a już za kilka dni wpadnie jesień. 

dżinsy / jeansy - pull&bear     klapki/flats - birkenstock