Tak się złożyło, że akurat 10 kwietnia - czyli dziś wypadają moje urodziny, tym razem dwudzieste drugie - brzmi to trochę strasznie! Chociaż powinnam już przyzwyczaić się do dwójki z przodu to jakoś tak trudno, szczególnie gdy zbierze mnie na wspomnienia do moich nastek. Nie załamuje się jednak, bo nowy wiek to nowe możliwości, nowe marzenia oraz nowe cele do których chce się dążyć. I tego właśnie sobie życzę, jeszcze więcej chęci, więcej optymizmu no i może kilku centymetrów więcej :). No i jeszcze jedno małe - wielkie życzenie mam nadzieję, że będziecie wspierać mnie tak jak do tej pory w mojej blogowej przygodzie! :) boyfriendy - laredoute pasiak - h&m marynarka - sheinside torba - zara
Składniki na babkę pomarańczowo - kakaową czekają na wrzucenie do miski, ale postanowiłam się oderwać na chwilę od "kuchennych rewolucji" i sprawić sobie małą przyjemność z napisania kilu słów do Was. Jako, że mamy święta powinnam chyba reprezentować stado kurczaków, a nie jakiś tam kotów. Powiedzmy, że ich żółte ubarwienie tłumaczy mnie w stu procentach. Świąteczne pantery, zdecydowanie bardziej do mnie przemawiają. Tym bardziej w temperaturze zimowej. Jest jednak niezmienny fakt, niezależny od tego czy mamy lato czy zimę. Wszyscy lubimy Wielkanoc! Każdy zapewne za coś innego (ja zdecydowanie za nadziewane czekoladowe jajka, które dostępne są w sklepach tylko w tym okresie i generalnie za tony smakołyków, ale i czas wolny, który mogę spędzić z tymi, których na co dzień nie widzę), dlatego ten czas jest tak wyjątkowy i niepowtarzalny! Życzę Wam byście spędzili te chwile tak jak sobie wymarzycie i z uśmiechem jak moje szczęśliwe pantery!
Dziś robię się na szaro. Raz na jakiś czas mam ochotę oderwać się od moich typowych strojów, wskoczyć w dresy i obcasy, może lekko zaskoczyć lub zszokować takim połączeniem. Niby nic w tym dziwnego, przecież coraz częściej można podziwiać taką mieszankę, jednak dla mnie to taka odskocznia od zwyczajności. Chodziła mi po głowie kombinacja sportowo - elegancka, no i w końcu się zdecydowałam, a czy Wam się spodoba o tym zadecydujcie sami ;). Co do ubrań, nie wiem jak Wy, ale ja lubię oszczędzać, czy to na zakupach spożywczych, kosmetycznych czy ubraniowych. Jeśli mam okazję kupić marynarkę, buty czy torebkę taniej, robię to bez wyrzutów sumienia. Są na to pewne sposoby :). Pewnie słyszeliście o stronach, z których można uzyskać i pobrać kody rabatowe czy załapać się na różnego typu promocje. Ja akurat korzystam z Cuponation, dzięki któremu zakupiłam taniej marynarkę z dzisiejszego posta (jest super! ciekawy przód, zwiewna, fajnie się układa) w sklepie internetowym Zalando i w najbliższej przyszłości planuję nabyć nowe krótkie emu bądź uggi, bez których nie wyobrażam sobie przetrwania zimy, a w normalnych warunkach są dość drogą inwestycją. Aby skorzystać z usługi i otrzymać rabat, wystarczy po prostu znaleźć odpowiedni kupon rabatowy (piszemy szukaną fazę w wyszukiwarce na stronie) i wpisać kod promocyjny w trakcie zakupu w dowolnym sklepie internetowym. Następnie przed naszymi oczami ukazuje się lista wszystkich promocji z uprzednio wybranej kategorii. Wybieramy i gotowe. Proste? Nawet bardzo! Myślę, że to dobre rozwiązanie, tym bardziej gdy kupuje się dość często. Jest to dość popularny sposób na dodatkowe oszczędności, jednak wciąż mam wrażenie boimy się (?) czy z jakiś innych przyczyn nie korzystamy z takich dobrodziejstw. To taki mój krótki poradnik jak kupować dobrze, mądrze i cieszyć się z udanych zakupów. Śmiało polecam, zrezygnujmy z przepłacania jeśli mamy taką okazję :).
Podobno nie lubię marynarek, prawda to? Nie do końca! Ja ich po prostu nie posiadam, więc jak można nie lubić czegoś czego się nie ma? Postanowiłam coś w tej kwestii zaradzić i oto taka granatowa marynarka zawisła dumnie pośród koszul i innych sukienek. Nie chce być zbyt oficjalna, czasami trzeba, jednak to nie ten moment. Nie lubię niczym manekin, stać na baczność i prężyć się w sztywnych materiałach, stąd pomysł na połączenie z szortami i elfickimi butami. W takim zestawie mogę głosić na prawo i lewo jak to popadłam w zachwyt nad marynarami.
Od dawien dawna podziwiam połączenie boyfriendów ze szpilkami. Swego czasu często je można było spotkać na swojej drodze, szczególnie w połączeniu z zarowymi sandałkami. U mnie ich nie znajdziecie, natomiast mogę się poszczycić vintage czółenkami. Widziały już zapewne nie jedno podłoże, a jednak w idealnym stanie przetrwały do naszych czasów i towarzyszą mi w codziennych podbojach. To samo tyczy się marynarki, gdyż przewinęła się już w tylu moich zestawach, a jednak wciąż nie jest mi jej mało. Dobrze, że jest tak uniwersalna, bo prawdopodobnie miałabym problem czym mogę ją zastępować. To dowód na to, że niektóre rzeczy są niezastąpione :) marynarka - sh t-shirt - sh boyfriendy - laredoute szpilki - vintage kuferek - h&m