Zainspirowana maksi długością, zdarza mi się po nią sięgać. Nie za często. Spontanicznie. Przebieram pomiędzy kolorami, tym razem ukazując Waszym oczom turkusową piękność. Nie jest szyfonowa, ani taka zwiewna, jednak z podmuchami wiatru bawi się w chowanego lepiej niż nie jedna jej lekka przyjaciółka. Dobrze się czuje w towarzystwie bieli, jeszcze lepiej w towarzystwie zachodzącego słońca i zielonej trawy. Przyjemną kompozycję tworzą te wszystkie elementy, a każdy z nich jest niezbędny.
Lato ma to do siebie, że jest krótkie i nieprzewidywalne. Tegoroczne miło mnie zaskoczyło pod względem ilości upałów. Lubię sobie ponarzekać jak to mi gorąco, może nie wtedy kiedy mam do załatwienia naprawdę wiele spraw na mieście, ale w każdy inny, mniej zwariowany dzień, owszem. Wtedy w pogotowiu ratunkowym czatują na odpowiedni moment zwiewne sukienki - idealne zastępczynie spodni czy szortów. A jeśli są do tego pastelowe, następuje jeszcze większe prawdopodobieństwo, że to właśnie taka kiecka będzie mi towarzyszyć w upalny dzień. Obecnie pastele wracają u mnie do łask i to właśnie na cukierkowe kolory mam największą chrapkę. Zatem, dziś przedstawiam sukienkę, usłaną różami. Prostą, zwiewną, delikatną.
Kiedy już myślałam, że znalazłam swoje wymarzone sandałki na tegoroczne wakacje, ktoś zgarnął mi je sprzed nosa. Melisski przyozdobione piórkiem - czyli moje marzenie do którego wzdychałam od co najmniej dwóch miesięcy, zostały już w samych dużych rozmiarach. Nie pozostało mi nic innego jak pocieszyć innymi, gumowymi butami. Długo zastanawiałam się czy aby na pewno paseczki nie będą odparzyły stóp i będą na tyle wygodne bym mogła sobie pozwolić na spędzenie w nich całego dnia. O dziwo nie zrobiły moim stopom żadnej krzywdy.
A skoro to gumowe buty, to postanowiłam sobie sprawić małą przyjemność i wskoczyłam w nich do wody. Rozbudziłam w sobie moje wewnętrzne dziecko, które od dawna chciało się wydostać i pobrodzić sobie w rzece. Z pewnością to powtórzę, bo to tak nie wiele, a sprawia wielką radość :)
Wracając do stroju, nie jest to wymyślna kombinacja, ale sukienka jest tak śliczna, że koniecznie musiałam Wam ją pokazać. Kolejna zdobycz z second handu i kolejna perełka dołączająca do letnich ulubieńców. Czy wy też tak lubicie buszować po sh? To chyba jakiś nałóg ;)
Przy obecnej pogodzie mogłabym na okrągło chodzić w koronkach, delikatne, przewiewne, kobiece, a kiedy trzeba niezobowiązujące. W moim przypadku ostatnia opcja chyba doskonale określa ten zestaw. Sukienka niedawno obchodziła pierwsze urodziny, nie świętowałyśmy jakoś specjalnie, ale dziś na łamach bloga muszę ją chociaż pochwalić. Niby rok za nią, a nadal świetnie się prezentuje. No może gdzieś dynda jakaś "rozbawiona" nitka, ale jedno ciecie nożyczek i wygląda jak w dniu zakupu. Płaski but w postaci balerin od Sarenzy to dopełnienie niezobowiązującej słodyczy. Czasami trzeba porzucić obcasy i rozkoszować się wygodą. Zdecydowanie polecam sprobować ;)