Dzień zaczyna się jak co dzień, bez zbędnego pośpiechu, ze strachem w oczach na widok swojego odbicia w lustrze. Nic specjalnego. Ja i moje odbicie robimy to co zawsze, zwlekamy się z łóżka, pijemy kubek zielonej herbaty i próbujemy ogarnąć się po ciężkiej nocce pełnej niewyjaśnionych snów. I tak spędzamy godziny razem. Lubimy upajać się tą ciszą, która odbija się od czterech ścian. Ale nie zawsze. Nie wczoraj. Kiedy to biegiem zrywam się z łóżka, pełna wigoru, a odbicie nie straszy jak zwykle. Łyk herbaty, prosownica w dłoń. Pół godziny walki i zwycięstwo. Kolejne pół godziny spędzam przed lustrem, nie mogąc napatrzeć się prostą czuprynę. I tak przy każdej możliwej okazji. Biegnę na pociąg, jak zwykle spóźniona. Niczego się nie nauczyłam przy poprzedniej walce z czasem. Udało się, ledwo, ale zdążyłam! Godzinę później popijam kawę, tym razem w towarzystwie. Od ścian odbija się hałas, nasze głosy i dźwięk mielonej kawy. I tak spędzamy godziny razem, upajając się swoim towarzystwem.
bluzka / crop top - mishmash clothing spódnica / skirt - bershka plecak / backpack - sh
