Zainspirowana maksi długością, zdarza mi się po nią sięgać. Nie za często. Spontanicznie. Przebieram pomiędzy kolorami, tym razem ukazując Waszym oczom turkusową piękność. Nie jest szyfonowa, ani taka zwiewna, jednak z podmuchami wiatru bawi się w chowanego lepiej niż nie jedna jej lekka przyjaciółka. Dobrze się czuje w towarzystwie bieli, jeszcze lepiej w towarzystwie zachodzącego słońca i zielonej trawy. Przyjemną kompozycję tworzą te wszystkie elementy, a każdy z nich jest niezbędny.
Długo zwlekałam z pokazaniem tej sukienki, bo... poszukiwałam do niej odpowiednich butów ;). Przykre to, ponieważ nie znalazłam idealnych. Po głowie gdzieś krążyła mi pewna myśl jak powinny wyglądać, jednak tak wyidealizowany projekt nie był do zdobycia. Postanowiłam więc wykorzystać to co miałam aktualnie dostępne pod ręką. Czy dobrze zrobiłam wkładając te niebotycznie wysokie czółenka sami zadecydujecie, ja jednak jestem zadowolona. Nie przyćmiły na pewno uroku tej pięknej kiecki, myślę nawet, że czerń, z którą ją połączyłam wydobywa z niej to co najlepsze - intensywne barwy, ciekawy wzór i gdzie nie gdzie nawet motyw zwierzęcy (zgadniecie jaki?:)). Z biżuterią nie poszalałam - jak zwykle zresztą. Przyznam się bez bicia, kolia tym razem została w domu, jednak skleroza powolutku daje się we znaki, bo zwyczajnie o niej zapomniałam ;).
Pozostając przy serduszkowej tematyce...zauważyłam, że nie tylko ja zachwycam się tym motywem. Wiele miłych komentarzy pod poprzednim postem spowodowało, że to właśnie dzis pokazuję Wam drugą bluzeczkę w serca, pomimo że planowałam jej odsłonę dopiero za jakiś czas. Cóż, niech słodyczy stanie się za dość. I nie ważne, że "co za dużo to nie zdrowo", mam nadzieję, że jestem usprawiedliwiona :). Co do zdjęć zawdzięczam je cudownej Karolinie, która pomimo wakacyjnej przerwy od studiów postanowiła mnie odwiedzić i zostać moim fotografem. Jestem dobrej myśli, że nawiedzi mnie jeszcze nie raz i zrobi jeszcze więcej wspaniałych zdjęć :)