Każdy dzień przybliża nas do lata. Dbamy o formę, zrzucając zbędny nadbagaż, trochę z przodu i z tyłu też. Wyrzeźbiony brzuch i smukłe nogi stały się priorytetem. Dieta cud to również ćwiczenie tym razem na silną wolę - kto jej przestrzega temu gratuluję wytrwałości.
Gromadzimy tiszerty i spódnice, baleriny i sandały, poszukujemy idealnego bikini. W końcu do wakacji pozostało już tylko 50 dni, więc staramy się przygotować jak tylko możemy najlepiej.
Ćwiczeniom się poddałam, pomimo, że nie przepadam za aktywnością fizyczną. Diety nie wpisałam do swojego życia, ani na stałe, ani na próbę. Nie potrafię zrezygnować z tego co sprawia mi przyjemność, w końcu gotowanie to moje małe hobby. W szafie upycham już lekkie ubrania, a kostium kąpielowy czeka na piękną pogodę. Swój debiut już miał, nad jeziorem, ale to z plażą wiążę jego przyszłość.W tym roku postanowiłam dopiąć wszystko na ostatni guzik nieco wcześniej. Szkoda nerwów na robienie wszystkiego na ostatnią chwilę. I choć zasada, "żyć tu i teraz " świetnie się sprawdza, tak przy moim zapale do niektórych rzeczy, lepiej kierować się powiedzeniem "co masz zrobić dzisiaj, zrób dzisiaj"! :D
A jak jest z Wami? Żyjecie fit czy zostawiacie robienie kaloryfera na ostatni moment? Bardzo jestem ciekawa czy tylko ja mam taki słomiany zapał :D.
bikini - triangl spodenki / shorts - oasap
