Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alterra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alterra. Pokaż wszystkie posty

Cosmetics part 5 + Konkurs

10 sierpnia 2012
Dziś co nieco o kosmetykach. Postaram się Wam streścić co nowego u mnie zawitało, co jest warte uwagi a co nie. Korzystając z okazji chciałabym zorganizować dla Was mini rozdanie, w którym będziecie mogli zdobyć pewien kosmetyk - mój letni hit kąpielowy. No to zaczynamy :)



Kremy Vichy to nowość w mojej kosmetyczce. Przyznam jednak, że jedne z lepszych jakich miałam okazję używać.
Na początek parę słów o Idealii, jest to rozświetlający krem wygładzający. Mam 21 lat, pierwsze zmarszczki mimiczne za sobą, a skoro "Vichy odkrywa sekret idealnego wyglądu skóry", chętnie przekonam się o tym na własnej skórze.
Aqualia to krem nawilżający do skóry wrażliwej zawierający wodę termalną Vichy, działający przez 48h.
Konsystencja kosmetyków jest bardzo lekka, świeża i delikatna. Doskonale nadają się jako baza pod podkład, szybko się wchłaniają. Wato również wspomnieć o zapachu, osobiście wybieram Idealie, być może dlatego, że wyczuwam w niej zapach herbaty, który uwielbiam, jednak Aqualia również ma bardzo przyjemną woń.
Podoba mi się to, że kremy są hipoalergiczne i bez parabenów, moja cera nie została podrażniona i obyło się bez zaczerwienień. Co prawda teraz używam ich naprzemiennie z kremem z serii Normaderm, ale nie zmienia to faktu, że bardzo sobie je chwale. Moja skóra naprawdę w końcu została porządnie nawilżona, zapomniałam już o tym, że kiedyś borykałam się z problemem suchości.



Moje włosy ostatnio są w kiepskiej kondycji, rozdwajające końce i suchość daje mi się we znaki. Zainwestowałam wiec w dwie maski, może bardziej z ciekawości czy są faktycznie skuteczne niż z wiary w to, że zdziałają cuda. 
Cudów nie zdziałały jednak nieco poprawiły wygląd moich włosów. Stały się delikatniejsze i miększe...mimo to i tak zmuszona byłam obciąć zniszczone końcówki - niech czuprynie wyjdzie na zdrowie :)
Każdą z masek stosuję przez ok 30 min, sądzę że gdybym trzymała je na włosach zgodnie z zaleceniami producenta czyli  minutę lub dwie, nie wiele mogłyby zdziałać, a tak przynajmniej widzę jakieś rezultaty.


Nie wiem czy mieliście już styczność, z jakimikolwiek olejkami do ciała i włosów. Kiedyś pisałam o Alterrze, którą stosowałam i nadal stosuję (skupiając się głównie na włosach). W przypadku olejku Sanoflore jest inaczej. Jak dla mnie jest to dość ekskluzywny kosmetyk, staram się go więc stosować dość rozważnie, by móc się nim rozkoszować jak najdłużej. Stosuję go głównie do podkreślenia moich loków i fal, rzadziej do olejowania. Do moich włosów wystarczają już dwa psiknięcia. Płyn rozcieramy w dłoniach, następnie delikatnie ugniatamy włosy. Jeśli nie przesadzicie z ilością, nie macie się co martwić przetłuszczonymi włosami. Resztki olejku, który zazwyczaj pozostaje mi na rękach, wcieram w paznokcie, skórki i dłonie. Nie dość, że moje włosy cudnie pachną to i łapki (jeśli chodzi o zapach to trudno mi go określić, ale jest to zapach przepiękny - lekko słodkawy z nutką kwiatową).
Co prawda olejek służy również do pielęgnacji całego ciała, jak i twarzy, jednak u mnie te wszystkie partie korzystają jedynie gdy przesadzę ze słońcem. Bardzo fajnie koi podrażnienia (niestety mam tendencję do opalania bez filtrów UV), nawet gdy skóra schodzi ze mnie jak z węża. Produkt nie jest wydajny dlatego jestem tak ostrożna w użytkowaniu.



Pamiętacie mój wywód na temat tego, że nie przepadam za kremami do rąk? Pomału zmieniam swoje nastawienie. Dzięki takim kremom jak ten jestem coraz bardziej do nich przekonana. Zawsze przeszkadzało mi uczucie lepkości dłoni, długie wyczekiwanie aż krem się wchłonie, tutaj nie mam zastrzeżeń. Skóra jest nawilżona i zadbana. Do tego miodowy zapach sprawia, że jest to po prostu przyjemny rytuał w ciągu dnia. Zdjęcie prezentuje krem jeszcze przed rozpoczęciem użytkowania. W tym momencie tubka jest już na skraju wyczerpania. Tworzywo z której jest wykonana odkształca się, wiec byłam zmuszona zrobić fotografię wcześniej ze względów estetycznych :)



Moim letnim hitem są zdecydowanie jedwabiste żele pod prysznic marki Sanoflore. Oczywiście ekologiczne i naturalne, bez parabenów, mydeł i barwników. Wypróbowałam dwa z trzech dostępnych wariantów zapachowych: hibiskusowy oraz cytrynowy, trzeci waniliowy zostawiłam dla Was ;).
Szczerze powiedziawszy jestem naprawdę zadowolona. Teraz latem, gdy spędzam sporo czasu na słońcu, nic nie działa bardziej odprężająco niż ciepły prysznic. Z tymi żelami to prawdziwa przyjemność. Moim faworytem jednak jest hibiskus, gdyż uwielbiam kwiatowe kompozycje. Jak jednak wiadomo zapach to rzecz gustu.



Chciałabym się podzielić z Wami tą małą przyjemnością, dlatego jednemu z moich czytelników podaruję właśnie taki żel o zapachu wanilii.
Chciałabym żebyście krótko napisali jakie zapachy Was inspirują. Bądźcie kreatywni, wygrywa najlepsza odpowiedź :)
Na Wasze komentarze czekam tydzień czyli do 17.08. 2012r. Powodzenia!

_________________________________________________________

Dziękuję Wam za inspirujące odpowiedzi, pobudziliście moje zmysły. Dzięki Wam zacznę chyba dostrzegać zapachy, o których często się zapomina podczas zabieganego dnia.

Zwyciężczynią zostaje nebbia138@gmail.com 
Gratuluję!

Cosmetics part 4

09 maja 2012
Dzisiaj kilka słów o nowościach kosmetycznych, które u mnie zawitały.



Na pierwszy ogień pójdzie peeling do ciała Miraculum, La Rose, który otrzymałam do testów od portalu urodaizdrowie. Jest to peeling cukrowy i przez „cukrowy” w nazwie chciałam go przetestować i sprawdzić czym różni się od tych z którymi miałam wcześniej do czynienia. Przede wszystkim fajna, gęsta konsystencja, nie lejąca się. Jest to o tyle wygodne, że podczas nakładania produktu na wilgotną skórę nie „ucieka” i rozpływa się w dłoniach. Grube ziarna zawarte w peelingu nie są ostre, masują, przyjemnie łaskoczą i przede wszystkim usuwają martwy naskórek. Po jego użyciu na skórze pozostaje jakby oleista warstwa, co jest dość dobrym rozwiązaniem, gdyż odczuwamy, że skóra zostaje naprawdę dobrze nawilżona. Przez klika godzin po zastosowaniu odczuwamy różany zapach na skórze (na początku mnie drażnił i wydał się dość dziwny, teraz jednak do niego przywykłam i jest całkiem przyjemny). Co do powłoczki, która pozostaje na skórze, nie zauważyłam aby brudziła ubrania, ale faktycznie ściera się. Chciałabym również zaznaczyć, że w składzie peelingu znajdują się składniki pochodzące z upraw ekologicznych, dla mnie - miłośniczki kosmetyków naturalnych to bardzo miła wiadomość.



Lakiery do french manicure Bell również pochodzą z portalu urodaizdrowie. Wcześniej nie posiadłam jakiegoś szczególnego talentu do francuskiego manicure, ale metodą prób i błędów doszłam już do jakiejś wprawy. Konsystencja białego lakieru Art Cover nieco mnie zawiodła, była dość „kleista”, jednak do robienia końcówek się sprawdziła, natomiast  mleczny lakier Colour Finish był idealny – świetne pokrycie płytki paznokcia, doskonała konsystencja. W zestawie był również szablon do robienia wzorków, przyznam, że całość zmarnowałam przy pierwszym podejściu. Za każdym razem, lakier odchodził razem z naklejką, dlatego pozostałam przy klasycznym, nieprzekombinowanym manicurze. Muszę go pochwalić za jego trwałość, wytrzymał na paznokciach prawie dwa tygodnie, bez odprysków czy poprawek. Uważam to za bardzo dobry wynik.


Jak już wspominałam uwielbiam kosmetyki naturalne i bez parabenów (tym bardziej, że mam bardzo wrażliwą cerę). Do marki Sanoflore wracam często, gdyż sprostała moim wymaganiom. Tym razem chciałam wam przedstawić kosmetyk o zapachu kwiatów do demakijażu twarzy i oczu. Sam zapach mnie kojarzy się z kremem mojej babci z przed lat. Bardzo delikatny i przyjemny. Lubię sięgać po ten kosmetyk gdy mam do czynienia ze zmywaniem eyelinera, w moim przypadku świetnie się sprawdza. Oczy są czyste, niepodrażnione, a nawet nawilżone. Nie ma mowy o zaczerwienieniach. Jeśli chodzi o twarz to również nie mam zastrzeżeń. Buźka jest miękka i oczyszczona.

fot. Ja
Słysząc wiele pochlebnych opinii o olejku Alterra, postanowiłam go zakupić. No i nie wiem jak osoby, które go stosowały, ale ja jestem zachwycona. Stosuję go do wszystkiego, poważnie. Po kąpieli wcieram go w wilgotną skórę, wcieram we włosy, a nawet stworzyłam sobie z niego domowy peeling do twarzy.
Jeśli chodzi o włosy (bo kupiłam go właśnie z myślą o nich) postawiłam na olejowanie. Nakładam olejek na włosy wieczorem, a rano przy pomocy szamponu zmywam z głowy. Włosy są zdecydowanie miększe. Póki co używam go dwa tygodnie, jednak z czasem mam nadzieję, że olejek wygładzi i zregeneruje moje przesuszone włosy. Na razie idzie mu bardzo dobrze.

Znacie może te produkty? A może postanowicie poznać?:)