Dawno nie pokazywałam, żadnych zwierzątek na blogu. Troszkę się tu bez nich smutno zrobiło. Nadarzyła się świetna okazja, bo właśnie poznałam Pana Tygrysa. Taki jest uroczy, że nie mogłam nie ulec temu kociemu spojrzeniu. W połączeniu z różem jest łagodny i potulny jak baranek. Z czernią drapieżny i nieprzewidywalny. Dziś jednak postawiłam na łagodność, ale obiecuję, że stylizacja z pazurem również niebawem ujrzy światło dzienne ;).
Ostatnio często wspominam o kolorach, czerń pomału schodzi gdzieś na dalszy plan, a królują pastele i intensywne barwy. Tak jak zapowiadałam dziś nastąpi boom kolorystyczne, nie wiem jak Wam, ale dla mnie to idealne połączenie. Chaber, koral trochę azteckich wzorów, niby wiele, może nawet na pierwszy rzut oka za wiele, ale w rzeczywistości nic się ze sobą nie gryzie, a raczej doskonale współgra. Delikatne tkaniny z których została wykonana marynarka i top świetnie sprawdzają się w cieplejsze dni. Lubię takie przewiewne materiały, gdyż czuję się w nich lekko i komfortowo. Ciuszki pochodzą ze sklepu internetowego Supre. Gdy tylko je zobaczyłam wiedziałam, że muszą wystąpić razem. A Wy zmienilibyście coś? :)
I've often written about colors. Today they play a major role in the set. Cobalt, coral, and aztec print look great together. And of course I can wear it however I like - together or separately. Delicate fabrics made the jacket and the top perfect for warmer days.
I like airy materials because I feel comfortable and easy in it. Clothes come from an online store Supre. It's worth seeing it, because those things are really remarkable. I also recommend the blog beyourownbrand.com.au. How do you like my set? Would you change something in it? :)
Obok pasteli tej wiosny przewija się również biel. Ja znana ze swojego ponuractwa, postanowiłam, że nie mogę przejść obok niej obojętna. Wskoczyłam więc w białą sukienkę, czarne pantofelki, a wszystko to dopełniłam kołnierzykiem. W takim stroju witałam pierwszy niedeszczowy dzień wiosny (która mam nadzieję nie zmieni zdania i "odwróci się na pięcie" na rzecz deszczowej chandry). Coraz częściej mam ochotę na takie delikatne kombinacje, myślę jednak, że jestem usprawiedliwiona ;)