poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Motocyklem przez Europę #1



Witajcie po dość długiej nieobecności.Właśnie kończy się mój urlop a co za tym idzie wracam do codziennych obowiązków i pisania. To był fantastyczny czas, pełen pozytywnych emocji, przygód i pięknych widoków. Dopisałabym również, że smacznego jedzenia, ale okazaliśmy się beznadziejnymi turystami, najczęściej po prostu pochłanialiśmy burgery! Zatem zamiast o jedzeniu, opowiem Wam może o naszym pomyśle na spędzenie urlopu, czyli o wakacjach na motocyklu. 
Nasza droga prowadziła w większości przez europejskie stolice, z dwoma bonusami. Odwiedziliśmy Budapeszt, Keszthely nad Balatonem, Zagrzeb, Zadar oraz Bratysławę. To była szalona podróż, a jej kolejne kroki rozpatrywaliśmy na bieżąco. 
Dużo z Was zapewne zastanawia się jak udało nam się spakować. Sama długo nad tym rozmyślałam. Jak się zorganizować aby pomieścić cały nasz dobytek w jednym, 50 litrowym kufrze? Zwykle nie mieszczę się w jednej walizce, a teraz muszę pamiętać, że jest nas dwoje. Okazało się, że odpowiednio przemyślana ilość ubrań i mini kosmetyki, nie zajmują nie wiadomo ile miejsca. Spokojnie zmieściła się również cała góra narzędzi, która przy takiej wyprawie jest niezbędna oraz przeciwdeszczowe kombinezony. Nie zapomnieliśmy również o dokumentach, ubezpieczeniu dla siebie i naszego środka transportu oraz winietach. Załatwiliśmy je przez internet, dzięki temu nie musieliśmy się później o nic martwić. Jeśli miałabym komuś radzić to zdecydowanie lepiej (jeśli istnieje oczywiście taka możliwość) kupić je w sieci. Warto również zaznajomić się z opłatami drogowymi.

Gdzie spaliśmy? Założyłam konto na Airbnb, przy pomocy, którego bookowaliśmy miejsca noclegowe. W momencie gdy rezerwowałam mieszkanie w Budapeszcie, nie mogliśmy się już wycofać. Co do samej strony, z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Wszystko odbywa się szybko, prosto i bezpiecznie. Gdybyście zdecydowali się na rezerwację, skorzystajcie z mojego linku polecającego (KLIK), a otrzymacie 85 zł zniżki na pierwszą podróż.

Pogoda już na samym początku ostro nas doświadczyła, nie mogliśmy sobie gorszej wymarzyć. Jeszcze w Polsce złapała nas ulewa, która towarzyszyła nam aż po Słowację. Wtedy też przekonałam się po raz pierwszy jak niezbędne w ekwipunku jest wodoodporne wdzianko. Przydało się jeszcze wiele razy, już nie jako osłona przed deszczem, a jako izolacja przed wiatrem. 

W Budapeszcie spędziliśmy dwie noce. Nasze mieszkanie usytuowane było blisko metra, dlatego właśnie z niego korzystaliśmy, aby przedostać się do centrum. Akurat trafiliśmy na weekend, gdzie spodziewałam się naprawdę dzikich tłumów i otwartych wszystkich sklepów. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zostaliśmy wygonieni z supermarketu tuż przed jego zamknięciem ok 17-18. Wyglądało to zupełnie inaczej niż u nas, trochę nas to rozbawiło, a trochę zasmuciło gdy przy kasie okazało się, że w koszyku mamy tylko dwa banany. Dlatego następnego dnia, wyruszyliśmy zdecydowanie wcześniej. Wybraliśmy się na śniadanie i pozwiedzać miasto. Zachwycałam się jego architekturą. Przypomina nieco Pragę, chociaż ilość bezdomnych na ulicach i śmieci walające się po chodnikach sporo mu ujmują. Budapeszt Warto również zobaczyć nocą. Wtedy wygląda zupełnie inaczej. Pięknie oświetlony Most Łańcuchowy czy Parlament robią naprawdę ogromne wrażenie.




Kolejnym punktem o jaki chcieliśmy zahaczyć był Balaton czyli największe jezioro Węgier i jednocześnie Europy Środkowej. Zatrzymaliśmy się w miasteczku Keszthely, gdzie nocowaliśmy...w muzeum! Uważam to za fantastyczne doświadczenie. Pokój co prawda był dla czterech osób, ale w tym czasie tylko my go wynajmowaliśmy, nie było zatem, żadnych obaw do krępacji. A jeśli nawet trafiłabym na współlokatora to prawdopodobnie czułabym się jak za czasów szkolnych i obozów, na które jeździłam każdego lata. 
Jeśli chodzi o samo jezioro, nie zrobiło na nas piorunującego wrażenia. Zapewne w innej części prezentuje się zjawiskowo, ale tam gdzie my trafiliśmy, niczym szczególnym się nie wyróżniało. Piękne natomiast okazało się samo miasto.Z przyjemnością spacerowaliśmy jego ulicami, mijając co chwilę Polaków.


O tym gdzie trafiliśmy dalej, jak bardzo czułam się zainspirowana, co takiego się wydarzyło, że musieliśmy zwolnić tempa i najlepszych melonach w mieście, przeczytacie już niebawem!

1 komentarz: